Kilka słów po OFA Przygoda 2016

_MG_8926

Grupa zapaleńców z całej Polski już od wczesnych godzin porannych, a nawet nocnych wyruszyła do Bornego Sulinowa, by tam wspólnie uczyć się jak ratować ludzkie życie.
Na Outdoor First Aid gościmy zawsze bardzo ciekawych ludzi, od zawodowych podróżników, przez amatorów górskich wycieczek, po ratowników medycznych, strażaków, preppersów czy wielbicieli niedzielnych wycieczek. Wszystkich łączy jedno: swój czas wolny uwielbiają spędzać aktywnie.
Nie jest im też obca świadomość, że podczas takich wycieczek i wypraw mogą przytrafić się wszelkiego rodzaju sytuacje alarmowe –załamanie pogody, wypadek, brak łączności . Sytuacje w których można liczyć tylko na siebie, na człowieka który jest obok oraz to co macie przy sobie.
Dlatego właśnie ludzie przemierzają po 400 km,(niektórzy nie pierwszy raz) by wziąć udział w jedynym takim szkoleniu w Polsce, by uczyć się i sprawdzić w działaniu.

Chcemy w tym miejscu w sposób szczególny podziękować naszemu Partnerowi Strategicznemu firmie Militaria.pl za wyposażenie naszych instruktorów w niezawodny sprzęt marki Letherman oraz Olight, który mogliśmy testować w trakcie naszych działań outdoorowo – ratowniczych. Szykujecie się na wyprawę, albo może lubicie mieć dobry sprzęt na wszelki wypadek – szczerze polecamy by zaopatrywać się w sklepie Militaria.pl

 _MG_9105_MG_8591

_MG_9255_MG_8315

Nasze „Borneo” niem. Groß Born – nazywane też  „miastem widmo” stało się na te krótkie trzy dni poligonem doświadczalnym uczestników OFA Przygoda. Poligonem, na którym można było, pod okiem doświadczonych instruktorów doświadczyć na sobie przeciwności wewnętrznych oraz zewnętrznych, które miały symulować sytuacje kryzysowe. Ten kompleks obejmujący  kilkadziesiąt tysięcy hektarów zbudowano na potrzeby Wehrmachtu. Miasto po wojnie zostało przejęte przez armię czerwoną i było najpilniej strzeżoną bazą Północnej Grupy Wojsk. Całe miasto było zupełnie samowystarczalne, posiadało kasyna, kolej, potężną część mieszkalną i oczywiście budynki wojskowe. W przewodniku dla turystów-kajakarzy brzeg jeziora Pile określono jako „niedostępny, nie nadający się do biwakowania”, a w ewidencji gruntów cały kompleks zaznaczony był jako „tereny leśne”.  Miejsce to zapewnia nam wszystko czego potrzebujemy do stworzenia nie tylko niesamowitego klimatu, ale także idealnego „symulatora” działań ratowniczych. Wybieracie się do lasu, a może w góry ?
Po ciężkich testach z lekkim sercem możemy wam polecić multitool, który przez firmę Letherman został wypuszczony pod nazwą Signal. Sprawdza się zarówno w działaniach ratunkowych, jako narzędzie wspierające, oraz podczas obozowania jako coś co zawsze warto mieć przy pasie czy w kieszeni.

 _MG_9228

Niektórzy z uczestników mieli czas poznać się już w podróży, jadąc na miejsce zbiórki, inni musieli zapoznać się już w trakcie działania. W samo południe spotkaliśmy się w centrum Bornego Sulinowa gdzie wszyscy pozostawili swoje samochody, by pieszo udać się na miejsce obozowania.
Już w drodze grupa trafiła na wypadek samochodowy – trzeba było jak najszybciej podjąć działanie!
O symulacjach na OFA nie informuje się uczestników, nie ma dokładnego programu godzinowego szkolenia, wykazu jakie urazy będą mieli poszkodowani – tak by zawsze działać w pewnym napięciu i z zaskoczenia. Skąd wypadek ? Samochód to obecnie najczęściej używany środek transportu. Zasięgamy języka u naszych Policjantów i dowiadujemy się, że w kraju jest ich sporo ponad 20 milionów samochodów osobowych. Nasilenie ruchu pojazdów spowodowało, że w zeszłym tylko roku doszło do ponad 360 tysięcy zdarzeń drogowych, w których śmierć poniosło prawie 3 tyś osób, a ponad 40 tysięcy to ranni w tych zdarzeniach. To mniej więcej tak, jakby każdy mieszkaniec Mińska Mazowieckiego był osobą ranną, a miasto Mikołajki wyludniłoby się całkowicie, gdyby obrazowało osoby zabite.

Pierwsze zamieszanie w grupie, trzeba działać, ale przecież uczestnicy się nie znają, nie wiedzą kto co potrafi, jakie miał doświadczenia ? Czy ktoś ma apteczkę ? Kto pierwszy coś powie? Kto pierwszy podejdzie do poszkodowanych ? W głowie kłębi się milion myśli na sekundę, dla jednych czas zwalnia, a dla innych przyspiesza. To jak to? Nie będziemy najpierw uczyć się teorii ? Nie będzie ćwiczeń na manekinach ? Na OFA przyjęte są trochę inne reguły szkolenia, tu uczymy się w działaniu, wykorzystując do nauki wszystkie dostępne zmysły. Minimum teorii, maksymalnie dużo praktyki.
„ Podobnie bardzo jest podczas wyjazdu na wyprawę z nowo zapoznanymi ludźmi. Dochodzi często do niemiłych niespodzianek, gdy dowiadujemy się, że ktoś panicznie boi się ciemności, wysokości lub wody, że choruje na epilepsję, lub ma bardzo gwałtowne reakcję uczuleniowe.” – zwraca uwagę Grzegorz (Grzegorz Majsner – ratownik medyczny, strażak, nauczyciel WCEM) Zostajemy wtedy postawieni przed sytuacją kryzysową i jesteśmy w tym sami, a trzeba działać szybko i zdecydowanie. By tego uniknąć, musimy się poznać, wymienić się jak największą ilością informacji o przebytych chorobach, uczuleniach itp., Wtedy też można odpowiednio sklarować sprzęt ratunkowy, dobrany nie tylko do specyfiki regionu, ale także do nas i naszych dolegliwości.
Pierwsze wspólne działanie podczas symulacji wypadku wyłania potencjalnych liderów, pokazuje umiejętności, uczy myślenia. Pokazuje także, z jaką materią i w jaki sposób  będą mierzyć się uczestnicy. Nie ma teoretyzowania, nie ma miejsca na równouprawnienie, poszkodowanego trzeba podnieść, przenieść, a grupa musi odpowiednio rozdzielać siły na kolejne godziny szkolenia.
Pierwsze wnioski nasuwają się już w obozowisku, które rozbijamy bezpośrednio nad jeziorem Pile – nasi uczestnicy mieli poznać je „głębiej” już następnego dnia. Co prawda mamy zasadę, że na OFA nie ma złej pogody, na tej edycji była ona jednak wyjątkowo łaskawa dla kursantów. Cały czas przyświecało nam piękne słońce. Cieszyło to najbardziej naszego fotografa – Szyszkę vel Laska (Mateusz Żołądź – fotograf, instruktor snowboardu, pasjonat podróżowania)  który dokumentował wszystkie nasze zmagania. Szybkie zapoznanie zespołu Medaid z uczestnikami szkolenia, posiłek i do dalszego działania. Wiedzy do przekazania było bardzo dużo, a czasu bardzo mało. Zajęcia pierwszego dnia przeplatane symulacjami kończą się około północy. Tylko najbardziej zaprawieni w bojach zostali przy ognisku, by porozmawiać, pośmiać się i przemyśleć ten dzień.

_MG_8627

Kolejne zajęcia rozpoczęły się następnego ranka o 9:00 co dało naszym uczestnikom bardzo dużo czasu na zregenerowanie sił. Ten dzień, miał być jednak dłuższy i znacznie bardziej intensywny.
Wykład, ćwiczenia, symulację – i od nowa. Wszczęte poszukiwania za osobami zaginionymi, podział na grupy – nikogo nie udało się odnaleźć. U niektórych członków grupy pojawia się frustracja. Przecież jak szukamy, to powinniśmy znaleźć – niekoniecznie. Czasami poszukiwania osób zaginionych trwają po kilka dni, zaczynają się o świcie, a kończą po zmroku. Ratownicy śpią kilka godzin i znów wracają do poszukiwań. Wprowadzamy więc kolejne czynniki psychologiczne
dla uczestników. „Tam w górach, gdy najbliższy człowiek może być 6 godzin wspinaczki od Ciebie, możecie liczyć jedynie na siebie i swojego partnera.” – mówi Rudy (Maciej Stańczak – ratownik medyczny, zdobywca Śnieżnej Pantery). Zaraz po tym muszą się oni zmierzyć z zimną wodą jeziora Pile. Najpierw na twarzach widać było niedowierzanie, po chwili stania na brzegu i wpatrywaniu się w jezioro docierało jednak, że to dzieje się naprawdę. W wodzie utopiony był samochód,  w środku uwięzieni byli ludzie, ktoś krzyczał, ktoś się topił. Woda pomimo pięknej pogody była tak zimna,
że wchodząc do niej można było odczuć jakby tysiące małych szpilek kłuło cię po całym ciele. „ Przecież ta woda jest lodowata! To jakiś żart ! Zwariowaliście !” – krzyczała jedna z uczestniczek. Ze względu na spora liczbę poszkodowanych trzeba było dobrze skoordynować akcję ratunkową.
Nie było to łatwe zadanie, ale przecież nikt nie jedzie na OFA z myślą, że będzie łatwo. Zdjęcie mokrej odzieży z poszkodowanego nie jest łatwe, najczęściej więc taką odzież po prostu się rozcina – tutaj świetnie sprawdził się Z-REX marki Lethermana, i nożyczki typu Raptor. Oba narzędzia cięły nawet gruby dżins jak kartkę papieru. Osobiście słyszałem westchnienia naszych ratowników i jak mówili do siebie „Szkoda, że tego nie ma w naszym standardowym wyposażeniu.” Było więc mokro, ,zimno, była krew i był szok. Szybkie podsumowanie, chwila na przebranie mokrej odzieży i dalsze zmagania zmieniły tło na teren kilkupiętrowych opuszczonych magazynów za miastem. Czas na odpoczynek był w marszu. Krótkie wprowadzenie do zasad bezpieczeństwa, ćwiczenia z RKO i znów do boju.  Magazyny nie były używane od lat, zniszczone klatki schodowe, puste szyby wind, podtopione piwnice, pozostałości gruzu i innych odpadów – wymarzone miejsce do działania dla naszych ratowników. Trzeba było uważać nie tylko na bezpieczeństwo poszkodowanych, ale także na siebie i swoją grupę. Bezpieczeństwo własne to niezwykle ważny aspekt w ratownictwie. „Boże, on waży chyba ze 150 kg!” - krzyknął jeden z członków grupy ratunkowej do swoich towarzyszy niosąc poszkodowanego.  Poszkodowanych trzeba było ewakuować z najdziwniejszych miejsc, w budynku wybuchł pożar (i to nie jeden) co w dużej mierze należy zawdzięczać Velkowi (Sławomir Voelkel – ratownik medyczny, strażak, członek HGR).   Decyzje trzeba było podejmować bardzo szybko, a nie były one łatwe.

_MG_8727

Gdy zapada zmrok, zmienia się także sposób prowadzenia działań. Widoczność ograniczona jest tylko i wyłącznie do światła latarki lub do tego co możemy wyczuć jeżeli mamy do czynienia także z mgłą czy sporym zadymieniem. „Gdzie jest wyjście ?! Przecież musimy go wynieść!” – krzyczy szef jednego z zespołów ewakuacyjnych. Mieliśmy okazję w takich warunkach przetestować latarkę marki Olight S1 baton XM-L2, mały i niepozorny z wyglądu przedmiot, przypominający brelok w nocy zmienia się w naprawdę potężne źródło światła. Co jest niezwykle ważne w działaniach ratowniczych, latarka jest na tyle mała, że można jej spokojnie używać jako czołówki, przyczepiając do czegoś co mamy na głowie, albo także gdzieś do odzieży, tak by mieć wolne ręce. Przeszkadza też hałas, czy inne oślepiające źródło światła. Kolejne wyzwanie dla naszych uczestników podkręciliśmy presją czasu, dając czas na działanie tylko do określonej godziny. Jest to czynnik niezwykle stresujący w takich sytuacjach. Czy łatwo jest wynieść osobę z czwartego piętra po schodach niezabezpieczoną klatką schodową ? Czy wygodnie jest ewakuować transportem nasobnym poszkodowanego z piwnicy, gdzie wejście jest zagruzowane ? Kiedy udzielać im pomocy i w jaki sposób ?  Dużo pytań rodziło się wtedy w głowach uczestników podczas ekstremalnego wysiłku.  Czasami stojąc przed osobą, która symuluje zastanawiasz się „jak to było?” – pomimo, że przed chwilą właśnie omawiałeś ten przypadek. Właśnie dlatego mamy tak dużo ćwiczeń, byś poznał siebie, byś wiedział mniej więcej jak zachowa się twój umysł i ciało podczas takiego obciążenia.

Ten dzień nie miał skończyć się tak szybko jak by chcieli tego uczestnicy. Marsz powrotny do obozu dociążony był koniecznością ewakuacji osoby poszkodowanej. Gdy jesteśmy zmuszeni do takiej decyzji, każdy kilometr odczuwamy zupełnie inaczej. Trzeba odpowiednio rozkładać wtedy siły, nasze oraz poszkodowanego. Przy ognisku posumowaliśmy dzień szkolenia. Po dwóch godzinach przy ogniu zostało tylko kilku instruktorów. Gdy w naszym obozowisku było słychać już tylko szum drzew i chrapanie co po niektórych, ogłoszony został alarm. Na OFA staramy się wprowadzić sztucznie grupę w stan podobny do sytuacji kryzysowej. Wykorzystujemy zmęczenie, frustrację, dezinformację i różnego typu skrajności do naszych celów. Wszystko to po to, by można było w sposób kontrolowany dowiedzieć się więcej o sobie samym. Mowa tutaj zarówno o  psychice, jak i o aspektach czysto fizycznych. „Czy sytuacje awaryjne zdarzają się zawsze wtedy, gdy jesteśmy wyspani, dobrze wyposażeni i przygotowani ? Prawo Murphy’ego mówi zupełnie odwrotnie!
Spodziewaj się niespodziewanego” –
Bartek (Bartosz Augustynowicz – ratownik medyczny, pasjonat wspinaczki) W sytuacji stresowej, oderwania od tego co znamy nasze zmysły działają inaczej. Dlatego staramy się wyrobić pewne nawyki, które pomagają nam później zapewnić sobie i poszkodowanemu komfort i bezpieczeństwo.

Nasz ostatni dzień szkolenia zaczął się tak jak poprzedni o 9:00. Pomimo zmęczenia nasi dzielni uczestnicy wytrwale uczestniczyli w zajęciach do samego końca.

„Ludzie często mnie pytają – a kiedy egzamin? Egzaminem będzie dla Was pierwsza sytuacja wymagająca reakcji. Sytuacja w której będziecie musieli podjąć decyzję. Wtedy właśnie zaliczycie, bądź też nie zaliczycie swojego egzaminu.” Takimi słowami Tomasz Liber (ratownik medyczny, płetwonurek, skoczek spadochronowy,  szef firmy Medaid)  zakończył zmagania uczestników, po czym gratulując każdemu z osobna, wręczył certyfikat ukończenia Outdoor First Aid – Przygoda 2016. Jeszcze tylko rozdanie certyfikatów, solidny uścisk dłoni i rozdanie prezentów przygotowanych przez  firmę Militaria.pl i już nasi uczestnicy mogą wracać do normalności, po trzech dniach
intensywnego szkolenia.

W imieniu całego zespołu, chcę  Wam serdecznie pogratulować tego, że majowy weekend poświęciliście by pogłębiać swoją wiedzę z zakresu ratowania życia!

Do zobaczenia na szlaku!

 _MG_9418

Wykorzystano treści:

http://www.bornesulinowo.pl/?page_id=88

http://statystyka.policja.pl/st/ruch-drogowy/76562,Wypadki-drogowe-raporty-roczne.html

https://www.facebook.com/szyszkka

http://www.militaria.pl/olight/latarka_olight_s1_baton_xm-l2_p50181.xml

http://www.militaria.pl/leatherman/multitool_leatherman_signal_832265_p52934.xml

http://www.militaria.pl/leatherman/noz_ratowniczy_leatherman_z-rex_831648_p12581.xml

http://www.militaria.pl/leatherman/multitool_leatherman_raptor_831742_p16567.xml