W ostatnim czasie coraz więcej mówi się o bezpieczeństwie, sytuacjach kryzysowych, plecakach ewakuacyjnych i przygotowaniu na moment, w którym przez jakiś czas będziemy musieli radzić sobie sami. I bardzo dobrze. Problem zaczyna się wtedy, kiedy przygotowanie kończy się na zakupach.

Apteczka – jest.
Staza– jest.
Filtr do wody – jest.
Latarka, radio, folia NRC, nóż, racje żywnościowe – wszystko jest.

Tylko pojawia się podstawowe pytanie: Czy potrafisz tego wszystkiego użyć? Sprzęt daje możliwości. Wiedza pozwala z nich skorzystać Podczas szkoleń coraz częściej spotykamy osoby, które mają naprawdę dobre wyposażenie. Czasami są to apteczki czy plecaki warte kilka tysięcy złotych. Kiedy jednak zaczynamy ćwiczyć, okazuje się, że samo posiadanie sprzętu niewiele zmienia. Można mieć świetną stazę , ale założyć ją za luźno. Można mieć opatrunek hemostatyczny, ale nie wiedzieć, jak prawidłowo wykonać pakowanie rany. Można wozić w samochodzie rozbudowaną apteczkę, ale w chwili wypadku nie wiedzieć, od czego zacząć. A sytuacja kryzysowa ma jeszcze jedną cechę: nie daje czasu na czytanie instrukcji.

Dochodzi stres, presja czasu, krzyk, ciemność, zimno, zmęczenie i odpowiedzialność za drugiego człowieka. Wtedy zostają przede wszystkim umiejętności, które wcześniej przećwiczyliśmy. A co, jeśli karetka nie przyjedzie za kilka minut? W klasycznej pierwszej pomocy często zakładamy stosunkowo szybkie dotarcie profesjonalnych służb ratunkowych. Ale nie każda sytuacja będzie wyglądała w ten sposób. Wypadek w górach, awaria podczas wyprawy, katastrofa komunikacyjna, powódź, rozległa awaria infrastruktury czy inne zdarzenie kryzysowe mogą spowodować, że pomoc dotrze znacznie później.

Co wtedy? Poszkodowany nadal krwawi. Nadal marznie. Nadal trzeba kontrolować jego stan, zabezpieczyć go przed dalszymi urazami, a czasami przygotować do transportu. I właśnie tutaj zaczyna się różnica pomiędzy „znam numer 112” a rzeczywistym przygotowaniem do działania. Masywny krwotok nie poczeka na ratowników Jedną z najważniejszych umiejętności, którą warto posiadać niezależnie od tego, czy przygotowujemy się na sytuację kryzysową, czy po prostu chcemy skutecznie udzielić pierwszej pomocy, jest opanowanie masywnego krwotoku. Nie chodzi przy tym o noszenie połowy wyposażenia ambulansu. Chodzi o umiejętność szybkiej oceny sytuacji i wykorzystania prostych metod: bezpośredniego ucisku, właściwego założenia opatrunku, pakowania odpowiednich ran czy – kiedy sytuacja tego wymaga – prawidłowego zastosowania opaski uciskowej. To są czynności, które trzeba wykonać własnymi rękami podczas szkolenia. Samo obejrzenie filmu w internecie nie daje tego samego doświadczenia. Hipotermia – przeciwnik, o którym łatwo zapomnieć Kiedy myślimy o pierwszej pomocy, często koncentrujemy się na urazach. Tymczasem poszkodowany może bardzo szybko tracić ciepło. Szczególnie jeżeli jest mokry, leży na zimnym podłożu, długo czeka na pomoc albo doznał poważnego urazu. Dlatego przygotowanie do sytuacji, w której pomoc może być opóźniona, powinno obejmować również ochronę przed wychłodzeniem. I ponownie – można mieć w plecaku folię NRC, koc czy worek termiczny. Najważniejsze jednak jest wiedzieć kiedy, jak i po co ich użyć.

Pierwsza pomoc to również podejmowanie decyzji Dobry kurs nie powinien polegać wyłącznie na nauczeniu kilku procedur.
Powinien nauczyć myślenia.

Czy miejsce jest bezpieczne?
Komu trzeba pomóc najpierw?
Co w tej chwili najbardziej zagraża życiu?
Czy poszkodowanego zostawić w miejscu zdarzenia, czy trzeba go przemieścić?
Jak długo możemy czekać na pomoc?
Co zrobić, jeśli warunki zaczynają się pogarszać?

W prawdziwym zdarzeniu rzadko wszystko wygląda tak, jak na manekinie ustawionym na środku sali szkoleniowej. Dlatego tak dużą wartość mają realistyczne scenariusze, praca w terenie i ćwiczenia, podczas których uczestnik musi nie tylko wykonać procedurę, ale również sam podjąć decyzję. Zmęczenie i stres zmieniają wszystko Założenie opatrunku w dobrze oświetlonej sali jest stosunkowo proste. Spróbuj zrobić to po wysiłku, w rękawiczkach, przy słabym świetle, kiedy ktoś obok krzyczy, a poszkodowany znajduje się kilkaset metrów od drogi. Nagle nawet proste czynności stają się trudniejsze. Dlatego podczas bardziej zaawansowanych szkoleń warto wprowadzać element zmęczenia, presji czasu, ograniczonej ilości sprzętu czy konieczności transportowania poszkodowanego. Nie po to, żeby zrobić uczestnikom „survival”. Chodzi o pokazanie, jak nasze umiejętności działają wtedy, kiedy warunki przestają być komfortowe. Czego warto nauczyć się przed zakupem kolejnego sprzętu? Jeżeli naprawdę chcemy zwiększyć swoje bezpieczeństwo, zaczęlibyśmy od kilku podstawowych umiejętności:

oceny bezpieczeństwa miejsca zdarzenia i stanu poszkodowanego,
wezwania i właściwego przekazania informacji służbom ratunkowym,
udrażniania dróg oddechowych i prowadzenia RKO,
użycia AED,
rozpoznawania i tamowania masywnych krwotoków,
prawidłowego stosowania opaski uciskowej i pakowania ran,
zabezpieczenia poszkodowanego przed wychłodzeniem,
postępowania przy najczęstszych urazach,
improwizacji przy ograniczonym wyposażeniu,
przygotowania poszkodowanego do dłuższego oczekiwania na pomoc.

Dopiero później warto zastanawiać się, jaki sprzęt pomoże nam te działania wykonać skuteczniej. Nie musisz być komandosem Wokół przygotowania kryzysowego narosło ostatnio sporo militarnej otoczki. Tymczasem większość ludzi nie potrzebuje kamizelki taktycznej ani wyposażenia jednostki specjalnej. Potrzebuje znacznie prostszych rzeczy. Wiedzieć, co zrobić. Umieć to zrobić. I nie spanikować, kiedy naprawdę będzie trzeba działać. To samo dotyczy pierwszej pomocy. Nie trzeba być ratownikiem medycznym, żeby zatrzymać masywny krwotok. Nie trzeba być lekarzem, żeby użyć AED. Nie trzeba mieć medycznego plecaka za kilka tysięcy złotych, żeby uratować komuś życie. Trzeba natomiast wcześniej nauczyć się podstaw i je przećwiczyć. Najpierw szkolenie. Później sprzęt. Nie jesteśmy przeciwnikami dobrego wyposażenia. Wręcz przeciwnie – odpowiednio dobrany sprzęt potrafi bardzo ułatwić działanie. Ale sprzęt powinien być narzędziem w rękach człowieka, który wie, jak go wykorzystać. Dlatego zamiast zaczynać przygotowania od kolejnej listy zakupów, warto zrobić coś odwrotnego.

Najpierw zdobyć wiedzę.
Potem przećwiczyć umiejętności.
Sprawdzić je w realistycznych warunkach.
A dopiero na końcu dobrać sprzęt do swoich rzeczywistych potrzeb.

Bo w sytuacji kryzysowej najważniejszym elementem wyposażenia nadal pozostaje to, czego nie da się kupić i wrzucić do plecaka – wiedza, doświadczenie i umiejętność działania.

Tomasz Liber https://www.youtube.com/@podrozemedyka